Sygn.
PIECKO
Natalia siedziała w kawiarni popijając ulubione Martini. Nie śpieszyła
się.
W jej głowie szalała burza myśli, a palce obracały delikatny, złoty
pierścionek z małym diamentem. Migotał on w blasku lampy, jakby chciał
przypomnieć jej o szczęściu, które miał symbolizować. A jednak w jej
sercu
nie było radości.
„Powinno być inaczej” – pomyślała, czując ciężar myśli, które z każdą
chwilą
stawały się coraz bardziej nie do zniesienia. „Chciała być szczęśliwa.
Chciała
czuć pewność.” A jednak siedziała tutaj, wpatrując się w pierścionek
jak
w obcego, który wszedł do jej życia bez zaproszenia.
Pamiętała jego twarz, gdy klękał przed nią kilka tygodni temu.
Uśmiechnięty,
pełen nadziei. Jak mogłaby powiedzieć mu, że coś jest nie tak? Że w
tej
jednej chwili, zamiast miłości, poczuła niepokój? – Może po prostu się
boję… – szepnęła, choć nie wiedziała, czy te słowa
miały usprawiedliwić ją samą, czy przekonać jej serce. Wiedziała, że
czas
na decyzję się kończy. Albo zdejmie pierścionek na zawsze, albo
założy
i pozwoli, by na nowo przypominał jej o życiu, którego być może nie
chciała.
„To nie jest strach” – powiedziała do siebie w końcu, czując, jak łzy
napływają jej do oczu. „To coś głębszego. Coś, czego nie mogę
zignorować.”
Zacisnęła pierścionek w dłoni. Czy odwagi, której teraz potrzebowała,
wystarczy, by zburzyć to wszystko, co do tej pory razem budowali?
„Kobiety z Labiryntu”
|