WARSZAWA 1932, wydanie I. Drukarnia T-wa Polskiej Macierzy Szkolnej, s. 188, wym. 13 x 19,5, oprawa miękka wydawnicza. Oryginalna okładka ze śladami używania: poluzowanie, przetarcie na krawędziach, przybrudzenie, małe ubytki grzbietu. Dolna krawędź okładki zagięta - brak obcięcia okładki jak i całego bloku. Kilka małych zakreśleń w tekście Na stronie przedtytułowej podpis własnościowy: JAN LOHMANN. Egzemplarz czysty, rzadki z zachowaną oryginalną okładką.
Z przedmowy Autora: "PONIEWAŻ tak zwaną „swobodną twórczością“, to jest tak zwanem „śpiewaniem ptaszka na gałęzi“, nic dla społeczeństwa i narodu zrobić nie mogłem, postanowiłem, po szeregu eksperymentów, zwierzyć się ogółowi z moich poglądów na narkotyki, zaczynając od najpospolitszego: tytoniu, a kończąc na najdziwniejszym chyba: peyotlu (któremu rezerwuję osobne miejsce), w celu choćby małego wspomożenia dobrych potęg w walce z temi najstraszniejszemi, poza wojną, nędzą i chorobami, wrogami ludzkości. Może i ta praca (z powodu pewnego tonu w sformułowaniu gorzkich prawd) potraktowana będzie humorystycznie lub negatywnie, jak moja estetyka, filozofja, sztuki sceniczne, istotne portrety, dawne kompozycje i t. p. „swobodne wytwory“. Oświadczam oficjalnie, że piszę poważnie i chcę wreszcie coś bezpośrednio zdziałać, a na idjotów i ludzi nieuczciwych sposoby niema..."
"Książkę "Witkacego" czyta się naprawdę jednym tchem, tak jest aktualna, przeżyta przez autora, suggestywna, napisana z takim impetem przekonaniowym i werwą pisarską. Autor uprzedza już w przedmowie zastraszonego czytelnika, że nie będzie pisał trudno i dla wybranych, czego się zazwyczaj u niego ludzie boją. Witkiewicz nie przestaje naturalnie być sobą: wymyśla "idjotom, draniom i bałwanom", daje pyszne dygresje, rozprawia się ze swoimi krytykami, oszczercami i kalumniatorami, na pół żartobliwie i po kpiarsku, napół z niefałszowanym zapałem, opowiada różne niedyskrecje, kręci głowę czytelnikowiswojemi "P" i "NP", tj. opowiadaniem o swoich stanach w okresie "palenia" i "niepalenia", pół książki pisze w "NP", a drugie pół z parszywym papierosem "W ohydnym pysku" itd.itd." Książka ta jest "morderczą, aretinowską inwektywą przeciwko narkotykom i listem apostolskim dla nawrócenia tysięcy braci narkomanów" z: S. Ł. "O narkotykach i niezwykłej książce – recenzja Narkotyków S. I. Witkiewicza [w:] „Gazeta Lwowska” nr 207 z 10 września 1932 r., s.tr 3-4.